NIEBEZPIECZNA SZKOŁA
Nasza publikacja o bandyckiej napaści na ucznia gimnazjum Emilii Plater wywołała burzę.
biała podlaska
Takie sytuacje w tej szkole, to norma, mówi Marcin (imię zmienione), który po naszej publikacji ujawniającej dramatyczne zajście w szkolnej szatni, zgłosił się – wraz z kolegą - do naszej redakcji. Mieliśmy podobne sytuacje, jak ta opisana w Tygodniku. Może nie pobito nas do krwi, ale bicie po twarzy było na porządku dziennym – opowiada. Jak mówi Marcin, dyrekcja miała już wcześniej sygnały o para przestępczych zachowaniach niektórych uczniów, ale albo były lekceważone albo „zamiatane pod dywan”. - To, że w opisanej przez was przed tygodniem sytuacji stało się inaczej, jest zasługą przypadku polegającego na tym, że tego dnia w szkole byli akurat policjanci – mówią nasi rozmówcy, uczniowie „Platerki”. Przypomnijmy.
Ujawniliśmy, że 14 letni gimnazjalista zszedł po zajęciach do szatni, gdzie zatrzymało go dwóch szesnastolatków. Rzucili ucznia na ziemię, skopali, na koniec kilkakrotnie uderzyli pięściami w twarz. Gdy zalał się krwią, jakby nigdy nic, spokojnie odeszli. Rzecz działa się na oczach wielu osób. Bez reakcji. Traf chciał, że tego dnia w popularnej bialskiej „Platerce” znajdowało się dwóch funkcjonariuszy policji - do szkoły przyszli w innej sprawie. Powiadomieni o zajściu zeszli do szatni i tu natknęli się na pokrwawionego ucznia. W efekcie już po kilku minutach zatrzymany został jeden z napastników, po kilku kolejnych drugi. Okazało się, że jeden z łobuzów w ubiegłym roku brał udział w pobiciu ze skutkiem śmiertelnym innego czternastolatka, w Okunince nad Jeziorem Białym. Motywem pobicia aż do zabicia była kradzież telefonu komórkowego. Poproszona o komentarz do sprawy dyrektor gimnazjum, Joanna Golach, odmówiła nam wypowiedzi. – Sprawą zajmuje się policja – rzuciła krótko dyrektor i odłożyła słuchawkę. Tymczasem po naszej publikacji zareagowali inni dyrektorzy, którzy zarządzili rozmowy sprawdzające, czy do podobnych sytuacji nie dochodzi także na terenie ich placówek. - Niestety, mamy informacje, że nie był to przypadek odosobniony, bo do podobnych sytuacji może dochodzić nawet do kilku razy w miesiącu. Szkopuł w tym, że tylko niewielka część incydentów jest przez szkoły ujawniona. Ale problem jest – powiedział nam Jarosław Janicki, rzecznik prasowy bialskiej policji.
| « poprzednia | następna » |
|---|






















Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.