JAK ŻYĆ?
Rodzice Kaśki pytają: jak to możliwe, by dziewczyna po studiach przez dwa lata nie mogła znaleźć pracy? Szkopuł w tym, że takich osób, jak Kaśka, jest na południowym Podlasiu tysiące...
podlasie
Pierwsze pół roku było znośne: gdy wysyłała dziesiątki CV, rodzice ją wspierali, pocieszali, miała wrażenie, że rozumieli. Później przestali rozumieć. Zdaniem mamy – w czasach której ukończone studia gwarantowały wysokie stanowisko – to wręcz nieprawdopodobne, by absolwentka filologii nie mogła znaleźć zatrudnienia. Zaczęły się kłótnie, wypominanie pieniędzy, które rodzice wydali na edukację. Jest coraz trudniej, bo do sytuacji w której nie może znaleźć pracy, doszło poczucie winy, że zawiodła rodziców. W podobnej sytuacji do Kaśki, bialskiej absolwentki filologii polskiej na UMCS w Lublinie, jest Kamil, absolwent bialskiej PSW. Twierdzi, że stan bezrobocia nie dotyczy już tylko absolwentów filologii, socjologii, czy turystyki. – Mam znajomych po różnych kierunkach od humanistycznych po absolwentów Politechniki Lubelskiej, czy AWF-u. Łatwiej tym po „polibudzie”, ale i tak nie wszyscy koledzy po budownictwie znaleźli pracę – mówi. Zdaniem Kamila na bialskim rynku, podobnie jak na lubelskim, króluje nepotyzm.
Bez znajomości ani rusz. – Skończyłem zarządzanie i marketing i pracy szukałem na własną rękę. W Białej i Lublinie. Bezskutecznie. Ostatecznie pracę znalazł – w studenckiej stołówce, a i to na chwilę. Potem była działalność gospodarcza – „nieporozumienie”, jak mówi, bo wydatki przekraczały wpływy – jakieś dorywcze prace, zwolnienia i tak w kółko. Po kilkunastu miesiącach tułaczki znalazł zatrudnienie, jako jeden z nielicznych absolwentów z roku. Pracuje w dobrze prosperującej firmie, ma umowę o pracę, szefa, z którym się dogaduje i mimo, iż nie zarabia „kokosów”, cieszy się, że może nieśmiało planować przyszłość. Mniej szczęścia miała Urszula Terlikowska z Parczewa, która skończyła pedagogikę na UMCS w Lublinie. Bezrobotną jest już 2 lata. Pogodziła się, że nie będzie pracować z dziećmi, bo szkoły są zamykane i pracowników chętnie się dziś zwalnia – nie przyjmuje. W najgorszych snach nie spodziewała się jednak, że będzie tak trudno podjąć jakąkolwiek pracę. – Zrezygnowałam z ambicji, chciałam pracować gdziekolwiek. Rozsyłam CV wszędzie. I nic. Na jednej z nielicznych rozmów kwalifikacyjnych w sklepie odzieżowym, gdzie ubiegała się o pracę sprzedawcy, usłyszała, że ma za wysokie wysokie wykształcenie i pewnie potraktuje tę pracę, jako zajęcie na chwilę. – Nie pomogły zapewnienia, że szukam naprawdę czegokolwiek. Nie chcieli mnie. Byłam załamana – wspomina. Prawdziwa szansa pojawiła się raz. Została przyjęta na okres próbny, do pizzerii. Podobno się nawet sprawdziła. Tak przynajmniej powiedziała jedna z dziewczyn, które tam pracowały. – Było ok, ale tę prace ma już koleżanka kierowniczki, a „castingi”, to tylko taki pic dla szefa – usłyszała. Zapytana; co dalej – zastanawia się przez chwilę. – Jeszcze się nie załamuję, bo przecież każdy dzień może przynieść odmianę sytuacji. Ale nie ukrywam, że zbliżam się do granicy wytrzymałości. Codziennie zadaje sobie pytanie: jak dalej żyć? I coraz trudniej przychodzi mi znalezienie odpowiedzi...
Anna Rozwadowska, Wojciech Sumliński
| « poprzednia | następna » |
|---|





















Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.