Tygodnik Podlaski nr 139 (307)

Tygodnik Podlaski nr 139 (307)
Pobierz PDF Archiwum PDF
 
 

Europejskie banki groźniejsze niż Brexit 22.07.2016

Janusz Szewczak

Kryzysowy, bankowy zegar w wielu systemach bankowych Europy tyka coraz głośniej. Eksplozja hiszpańskich czy włoskich złych długów bankowych może skuteczniej wysadzić w powietrze całą UE niż demokratyczny głos Brytyjczyków.

Niewykluczone, że zarówno UE jak i Europę czekają zjawiska, znacznie groźniejsze w skutkach niż Brexit czy nawet Grexit, za to porównywalne w skali zagrożeń z kryzysem bankowym z 2008 r.  Ciągle nierozwiązany i narastający kryzys zadłużeniowy w Europie, gigantyczny bankowy wrzód, wzbierający w wielu europejskich bankach, szczególnie tych włoskich i hiszpańskich, związany jest z gigantyczną pulą tzw. złych kredytów czyli kredytów zagrożonych i straconych – w strefie euro sięgającą łącznie kwoty 900 mld euro. W samej Hiszpanii to kwota ok. 190 mld euro, zaś w bankach włoskich astronomiczna wręcz suma, blisko 390 mld euro. W skutkach może to być bardziej dewastujący kryzys dla Unii i Europy niż brytyjskie referendum.

Ta europejska, bankowa mina z opóźnionym zapłonem coraz bardziej grozi wybuchem. Kryzysowy, bankowy zegar w wielu systemach bankowych Europy tyka coraz głośniej. Eksplozja hiszpańskich czy włoskich złych długów bankowych może skuteczniej wysadzić w powietrze całą UE niż demokratyczny głos Brytyjczyków. Banxit może okazać się bardziej nieobliczalny w skutkach dla europejskiej stabilności niż brytyjskie referendum. Tym bardziej, że Włochy już wkrótce czeka referendum dotyczące reformy politycznej w kraju, które może wywołać reakcję łańcuchową. Kondycja nie tylko sektora bankowego we Włoszech czy Hiszpanii, ale również w Portugalii, Austrii, Francji pozostawia wiele do życzenia. Włoski bank Monte dei Paschi di Siena, ratowany już kilkakrotnie miliardami euro znów tonie w złych długach (ok. 50 mld euro). Kilka wielkich europejskich banków z Deutsche Bank i UniCredit na czele jest w fatalnej kondycji, niewiele lepiej wyglądają Santander, Commerzbank czy nawet szwajcarski UBS. Poważne kłopoty mają też niektóre banki francuskie z SG na czele.

Austriackie banki udzieliły w Europie Środkowo-Wschodniej kilkaset miliardów euro kredytów tzw. walutowych, w tym we CHF, które w części również są poważnie zagrożone. Rynek bankowy w UE i Europie jest dziś pod ogromną i rosnącą presją, coraz bardziej podminowany i to pomimo licznych stress-testów, działań Europejskiej Unii Bankowej, czy wprowadzenia dyrektywy BRRD, mimo ciągłego dodruku bilionów euro ze strony EBC i licznych darowizn gorącego pieniądza ze strony tego banku – kierowanego przez M. Drahgi. Wszystko to i tak wpada w czarną dziurę europejskiego systemu bankowego, w przysłowiową studnię bez dna, a i tak tego dna ciągle nie widać.

Stan wyjątkowy w europejskim systemie bankowym może okazać się wkrótce jedynym, skutecznym rozwiązaniem. Tym bardziej, że cała antykryzysowa, bankowo- finansowa amunicja została już wykorzystana: ujemne stopy procentowe, comiesięczny dodruk, ok. 80 mld euro przez EBC, skup niewiele wartych obligacji skarbowych, bankowych i korporacyjnych.

Pytanie brzmi dziś; kto stanie się europejskim odpowiednikiem amerykańskiego banku Lehman Br.? Wydaje się, że na razie największe szanse ma Deutsche Bank, który przy aktywach rzędu ok. 2,8 bln dol. „wyprodukował” toksycznych produktów, instrumentów pochodnych czy tzw. derywatów na ponad 60 bln dol. Gdy przewracał się amerykański gigant Lehman Br. w 2008 r. poziom złych długów w tym banku wynosił ok. 5 proc. puli kredytowej, dziś w bankach włoskich to już blisko 17 proc.

Europejska bankowa harfa wydaje coraz bardziej fałszywe tony. Wartość i wycena wielu europejskich banków spadła w ostatnich miesiącach od 30 do nawet 60 proc., a jednocześnie włoski dług publiczny wzrósł do 140 proc. w relacji do PKB, hiszpański dług to blisko 100 proc. PKB, niewiele lepiej jest we Francji czy Portugalii. Banki coraz natarczywiej wyciągają ręce po kolejną rządową pomoc. Te poważnie chore i coraz bardziej zadłużone banki są dziś poważniejszym wyzwaniem dla Europy i UE niż stan europejskiej demokracji. Tym bardziej, że sam EBC przy swej radosnej twórczości drukarskiej sam zaczyna być potencjalnym kandydatem na bankruta, jeśli tylko pęknie obligacyjna bańka w Europie.

Widać więc, że bankowa Europa, z wyjątkiem maleńkiej i dzielnej Islandii, która może się pochwalić, nie tylko piłkarskim sukcesem, ale również tym bankowym, zabrnęła w kolejną ślepą uliczkę. Wirtualny pieniądz, astronomiczne bankowe długi, nieściągalne kredyty grożą realną zapaścią, nie tylko poszczególnym krajom, ale całej Unii. Przypomina to coraz bardziej wzbierającą falę bankowo- -finansowego tsunami.

O możliwości takiego kryzysu bankowego w Europie wspominają już bez ogródek zarówno BŚ, MFW czy BIS – Bank w Bazylei. Jak widać, nie tylko amerykańskie czy szwajcarskie banki nie wyciągnęły żadnych wniosków z kryzysu 2008 r., wprost przeciwnie podkręcono jeszcze drukarki, zwiększono bonusy i premie, a przede wszystkim przyspieszono jeszcze produkcję broni finansowego, masowego rażenia w postaci tzw. derywatów i instrumentów pochodnych. Mega-spekulacja nie zwolniła ani na chwilę. Ten nowy, europejski bankowy kryzys, który może nadejść wkrótce, może być znacznie groźniejszy w skutkach niż Brexit czy nawet Grexit. A dzisiejsze unijne elity, z małymi wyjątkami są albo zbyt słabe, albo zbyt uzależnione, by się ostatecznie zdecydować, kogo bronić i ratować – realne gospodarki, własne narody i państwa czy spekulantów i wielkie banki. Dla wszystkich zaś prawdziwych pieniędzy nie wystarczy. Nowy, bankowy kryzys jest tuż za drzwiami i warto się zawczasu na niego przygotować.

powrót

Dodaj komentarz 
Zawiadom mnie o nowych komentarzach
 
 
 
 

obecnie brak komentarzy, zapraszamy do komentowania.